Jane Arthurs w książce Television and sexuality wspomina serial Sex and the city jako czołowy przykład serialu postfeministycznego. Dlaczego? Ponieważ zawiera wszystkie cechy charakterystyczne dla tego ruchu: teorie queer, lifestylową filozofię “Cosmopolitan”, a wszystko to połączone z naturalną kobiecością rodem z powieści Jane Austen i dojrzałym podejściem do potrzeb kobiet. W porównaniu do poprzednich fal feminizmu, postfeminizm jest bardziej indywidualistyczny, a nie misyjny. Skupia się na przyjemnościach, czy lifestylu. Przede wszystkim stawia na różnorodność i wolność wyboru.
Sex and the city w naturalny, niepatetyczny sposób przedstawia dylematy współczesnych kobiet. Począwszy od przygód z mężczyznami, a w życiu bohaterek przewija się ich sporo - są wykształcone, niezależne finansowo i mogą przebierać w mężczyznach i odrzucać tych, którzy im nie pasują, aż po pytania dotyczące ich zawodowej ścieżki, przyjaźni, czy samego sensu egzystencji. Każda z nich głośno mówi również o swoich potrzebach seksualnych, wymieniają się spostrzeżeniami dotyczącymi partnerów w łóżku i nie jest to bynajmniej rzeczą dziwną ani odrażającą. Wspomniana wcześniej teoria queer, która zajmuje się głównie tożsamością seksualną, w serialu gra istotną rolę - dziewczyny podczas długich rozmów próbują dowiedzieć się kim są, jaka jest ich tożsamość seksualna, społeczna, czy też ekonomiczna.
Arthurs przedstawia Sex and the city i inne podobne seriale następująco: The fragmentation of the television market has allowed a sexually explicit and critical feminist discourse into television comedy, albeit within the parameters of a consumer culture and the limitations this imposes. In my view, this is a welcome innovation in women’s representation on television in that it assumes and promotes women’s right to sexual pleasure and validates women’s friendship and culture[1].
A jak to jest z Polską? Niestety, nasz kraj pośród seriali postfeministycznych nie ma odpowiedniego przedstawiciela. Warto zaznaczyć, że od ponad dziesięciu lat na ekranach polskich telewizorów królują seriale “dla kobiet” z kobietami w roli głównej, ale to nie wystarcza. Nie ma w nich seksualnej wolności, otwartości na tematy, które powinny być ważne dla kobiet, a których nie brakuje w zachodnich serialach. Powodów jest mnóstwo, ale przede wszystkim trzeba podkreślić, że feminizm w Polsce wciąż nie wydostał się z drugiej fali - wałkowane są tematy o antykoncepcji, aborcji, ustawy dotyczącej związków partnerskich, czy nierówności płac. Oczywiście, przedostają się próby stworzenia czegoś na wzór zachodnich seriali postfeministycznych, ale rezultaty niestety są dość…mizerne. Na pewno wielokrotnie każdy z nas zastanawiał się oglądając je dlaczego postacie są tak sztuczne, wręcz pompatyczne, a kobiety wykreowane na “nowoczesne” tak idealne, że aż nieprawdopodobne. Otóż odpowiedź jest prosta: społeczeństwo, w którym funkcjonujemy jest tak konserwatywne, że producenci obawiają się agresywnej reakcji konsumentów. Postfeminizm więc w Polsce ma inną “rzeczywistość”.
Dobrym przykładem polskiego odpowiednika może być Magda M. Emitowany w latach 2005-2007 serial był jednym z pierwszych poruszających tematykę postfeminizmu. Główną bohaterka jest trzydziestoletnia Magda Miłowicz. Kobieta sukcesu - prawniczka kochająca swoją pracę, ma piękne mieszkanie, wspaniałych przyjaciół. Jednym z nich jest homoseksualista, Sebastian Lewicki, który jest jej największym wsparciem. Postać geja to nowość w polskiej telewizji, wprowadza on elementy praktycznie nieakceptowanego przez społeczeństwo queeru. To właśnie z nim i przyjaciółkami dzieli się problemami miłosnymi, rodem jak z Sex and the city. Widoczne jest też nawiązanie do Ally McBeal, jednego z pierwszych seriali postfeministycznych, gdzie praca łączy się z prywatnym życiem bohaterki, oczywiście obie te ścieżki idealnie ze sobą współgrają.
Skoro na pierwszy rzut oka widzimy nawiązania zachodnich produkcji, dlaczego wciąż Magda M. tak od nich odbiega i nie pomaga im nawet stworzenie pozytywnej postaci przyjaciela geja? Bo seriale nadal nie potrafią przebić się przez polskie obyczaje i tradycyjne postrzeganie kobiecości. Oczywiście, Magda jest piękną, zadbaną i kobietą sukcesu, ale jednak jest daleko w tyle za wyzwoloną seksualnie Carrie z Sex and the city. Według Jane Arthurs kobiety w serialach postfeministycznych są nie tylko wyzwolone i posiadają możliwość własnego wyboru, ale również nie kierują nimi tradycyjne wartości, stają się świadomymi siebie i swojego ciała kobietami. Są wyzwolone nie tylko w sferze myśli, ale także w sferze działań seksualnych.[2] O ile w życiu zawodowym Magda się spełniała, o tyle w sferze miłosnej w żadnym stopniu nie przypominała kobiety wyzwolonej i nowoczesnej. Wciąż bała się zranienia, nie potrafiła zaufać swojemu mężczyźnie, co przypomina II falę feminizmu. Prowadzi to do panicznego strachu przed związkami i kierowania się konserwatywnymi zasadami zachowania.
W Polsce lata dominacji tradycyjnego modelu rodziny z centralną pozycją kobiety, która przede wszystkim musi być matką zablokowały myślenie o kobiecie jako wyzwolonej jednostce. Na szczęście sytuacja wciąż zmienia się, więc mam szczerą nadzieję, że kiedyś dojdzie do polskich odpowiedników zachodnich seriali postfeministycznych.
__________________________________________
[1] J. Arthurs, Television and sexuality, s. 143.
[2] Tamże, s. 143.
__________________________________________
[1] J. Arthurs, Television and sexuality, s. 143.
[2] Tamże, s. 143.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz